Content
23:50:49
II"...Nic nie może przecież wiecznie trwać
Co zesłał los trzeba będzie stracić
Nic nie może przecież wiecznie trwać
Za miłość też przyjdzie kiedy nam zapłacić..."
Główną bramą do kryjówki wjechał cały orszak, na którego czele, na wielkim czarnym koniu jechał wysoki, postawny mężczyzna. Na jego widok Rajiya zbladła niczym śmierć. W jej umyśle pojawiło się tysiąc wspomnień i drugie tyle pytań. Przerażona drżała. Otieno obserwował ją zdumiony.
- Co ci jest?
- Mnie? - Spytała nieprzytomnie dziewczyna.
- Tak jesteś strasznie blada. Miałaś mi coś powiedzieć.
Zadrżała ponownie. Nie mogła opowiedzieć mu tej historii. Nie teraz.
- Otieno, mam prośbę. Musze stąd natychmiast odejść.
- Co masz na myśli?
- Muszę opuścić waszą kryjówkę. Już i tak minęło za dużo czasu.
- Poczekaj, spokojnie, dlaczego chcesz odejść? Jeśli to że względu na mnie to nie bój się, nie zabiję cię. Poza tym właśnie przybył Książę pewnie będzie chciał cię poznać.
Ria zbladła jeszcze bardziej.
- Nie, to nie to, och proszę, nie pytaj tylko pozwól mi odejść! - Słyszał w jej głosie panikę. Powinien iść powitać księcia złodziei, ale jej głos go zatrzymał.
Zastanawiał się tylko przez chwilę. Był jej jednak coś winien.
- Dobrze, wyprowadzę cię stąd. Idź pożegnaj się z Niu.
- Nie! Nie ma czasu wezmę tylko swoje rzeczy. Zostawię jej wiadomość.
- Jak chcesz. Spotykamy się zaraz przy wyjściu.
Ria szybko pobiegła w stronę swojego namiotu. Zebrała swoje rzeczy i skreśliła kilka słów do Niu. Żałowała, że musi odejść, ale nie było innego wyjścia, jeśli ON ją tu znajdzie, to koniec. Zwłaszcza, że był księciem złodziei. Pobiegła do wyjścia, Oie już na nią czekał. W milczeniu prowadził ją ciemnymi korytarzami. W końcu dotarli do właściwej drogi do wyjścia. Ponownie związał jej oczy. Gdy zdjął jej opaskę znowu stała w opuszczonej kamienicy. Chłopak stał naprzeciwko opierając się o jakąś skrzynię.
- Czemu? - Zapytał tylko.
Ona nie odpowiedziała. Nie wiedziała co może mu powiedzieć, zęby zrozumiał. Wiedziała jednak, że całej prawdy nie pozna jeszcze długo.
- Nie musisz mi odpowiadać, ale jeśli chcesz, żebym nadal ci ufał..
- Otieno, nie mogę ci powiedzieć czemu. Nie teraz. Wiedz jednak, że nie zdradzę waszej kryjówki i nie będę próbowała się z wami kontaktować, ale gdybyście potrzebowali mojej pomocy to znajdźcie mnie, a pomogę. Pozdrów Niu. Wybacz. - Odwróciła się i wybiegła.
Nie gonił jej, nie próbował zrozumieć. Powoli wrócił do kryjówki i poszedł powitać księcia. Książę udzielił mu posłuchania, a następnie wysłał na pewną misję wymagającą wyjazdu nawet na kilka miesięcy. Oie zgodził się. Zabrał że sobą Phiruna i zdrowego już Kale'a, wyruszyli natychmiast. Nie przekazał pozdrowień Niu, ale liczył, że sama się domyśli.
***
Najpierw chciała natychmiast opuścić miasto, ale potem dotarło do niej, że nie tylko nie zna drogi, ale nie ma również pieniędzy. Ze smutkiem pomyślała, że dostatnie życie w kryjówce złodziei rozleniwiło ją. Postanowiła na samym początku znaleźć pracę, a potem rozejrzeć się za jakąś opuszczoną willą.
Nie wiedziała, że po jej zniknięciu wiele się zmieniło. Farvarin nie chcąc stracić pracy postarał się, żeby po willach nie został nawet ślad.
Historia, ktĂłrej nie byĹo, staĹa siÄ historiÄ
, ktĂłra trwa.komentarze [8]23:32:08
IMijały dni. Spokojne, poświęcone pracy i opiece nad chorymi. Dni radosne. Rajiya czuła się lekka jak piórko i pewna siebie. Gdy któregoś dnia nagle zaczęła się śmiać jej śmiech przyciągnął uwagę wszystkich obecnych w hali. Był to śmiech szczery i tak radosny, jakiego dawno nie słyszano w tym miejscu.
Otieno nie rozmawiał z Rajiya'ią od ich ostatniego spotkania. Jeśli się mijali lub spotykali, to ograniczał się do skinięcia jej głową i jak najszybszego opuszczenia okolicy. Mimo to zauważył zmianę nastroju dziewczyny. Był pod wrażeniem. Potrafił przesiadywać wiele godzin obserwując ją, sam pozostając niezauważonym. Coraz bardziej miał ochotę przerwać milczenie. Jednak jego męska duma nie pozwalała mu uczynić pierwszego kroku.
Otieno Ashtad zawsze był dumny. Potrafił świetnie dostosować się do każdej sytuacji. Był praktycznie pozbawiony sumienia, co pozwalało mu idealnie wykonywać swoje obowiązki. Kompanii mu ufali, a kobiety wielbiły. Jednak nie zawsze było tak jak teraz. Otieno swoje przeszedł, by osiągnąć to, co miał. Wiedział, co jest wart i miał dreszcze na myśl o wyciągnięciu ręki do kobiety, która na sam jego widok powinna paść mu w ramiona. Czuł jednak, że w jej przypadku nigdy nie będzie jak z innymi. Domyślał się, że jeżeli nic nie zrobi to wkrótce nie będzie, czego naprawiać, ona była gotowa z niego zrezygnować. Mijał właśnie pierwszy księżyc* od pojawienia się Rii w kryjówce złodziei i Oie miał szczerze dość zaistniałej sytuacji. Postanowił, że tego dnia z nią porozmawia. Nie wiedział tylko, kiedy. Okazja nadarzyła się szybko. Po prostu znowu na nią wpadł zajęty planowaniem ich rozmowy i jak to bywa w takich przypadkach wszystko poszło własnym torem.
- Przepraszam. - Powiedział cicho. Było mu głupio i obawiał się kolejnej kłótni.
- Nie ma, za co. Muszę iść. - Mimo całej zmiany, jaka w niej zaszła wobec Otieno była cały czas tak samo chłodna.
- Poczekaj. Chcę z tobą porozmawiać. - Nie mógł stracić takiej szansy.
- O czym?
- O... O nas i o tobie i o mnie też. - Zdumiewał ją, zachowywał się bardziej jak mały chłopiec niż jak dorosły mężczyzna.
- O nas? Nie wiem czy jest o czym rozmawiać. Zresztą niech ci będzie, ale się pośpiesz.
- Muszę? - Zapytał z zawadiackim uśmiechem. Ona natychmiast się odwróciła i chciała odejść. - Poczekaj! Przepraszam, ale to naprawdę nie jest miejsce na rozmowę. Jeśli chcesz możemy znowu iść do kuchni.
- Dobrze. - Zauważył, że znowu, jak przy ich pierwszym spotkaniu odpowiada krótko i tylko tyle, aby zawrzeć całą wiadomość. Mimo to widział, czuł, że coś się zmieniło.
Poszli do kuchni. Otieno wypatrzył pusty i czysty stolik. Zaprowadził tam dziewczynę. Usiedli i przez chwilę panowała niezręczna cisza. Wreszcie zdecydował się zacząć.
- Przepraszam.
- Za co?
- Za wszystko. Powinienem przeprosić za większość tego, co zrobiłem.
- Wcale tak nie myślisz. - Wydawała mu się... Rozbawiona?
- No, masz rację. Nie myślę tak, ale zależy mi, żebyś mi wybaczyła. Nawet, jeśli nie wiem, co. - Wielkim wysiłkiem powstrzymał się od szerokiego uśmiechu. - Wiem, że nie powinienem cię tak traktować.
- Jak? - Zapytała nagle. Cicho, tak jakby sama nie wiedziała, jakiej odpowiedzi oczekuje.
- Co? - Chłopak poczuł się skonsternowany. Przecież przepraszał. Mimo to spróbował. - Tak, tak... Jakbyś była zwykłą dziewką, a nie tobą. Oh, przepraszam znowu nie tak...
- Dziękuję. Ja również cię przepraszam. Zachowywałam się nieco dziwnie. Jednak miałam swoje powody.
- Możesz mi o nich powiedzieć? - Gdy tylko to powiedział poczuł, że znowu popełnił błąd. Jednak było już za późno, pozostawało czekać.
Jednak, o dziwo, Rajiya nie nakrzyczała na niego, nie powiedziała nic uszczypliwego. Po chwili się rozluźniła.
- Myślę, że jeszcze nie. O ile kiedykolwiek będę mogła. Tak czy siak myślę, że na dziś już wystarczy tej rozmowy. - Powiedziawszy to chciała odejść, ale zatrzymał ją jego głos.
- Pewnie nie uwierzysz, ale ja też nie zawsze byłem taki, co nie znaczy, że kiedyś byłem lepszy. - Zaznaczył widząc jej minę.
Rajiya usiadł z powrotem.
- Nie zawsze, więc jaki byłeś wcześniej? - Zapytała zaciekawiona. Dopiero po chwili pomyślała, że wcześniej nigdy nie zapytałaby o coś takiego. Jednak rozmowa z Niu jej pomogła.
Otieno patrzył na nią kilka sekund, podziwiał jej urodę. Widywał niejedną ładniejszą dziewkę, ale uroda Rajiya'i była specyficzna. Jej czarne włosy lśniły w blasku świec. Czarne jak węgiel oczy błyszczały tajemniczo. Delikatne rysy i jasna cera sprawiały, że wyglądała na delikatną i kruchą, ale on wiedział, że to tylko pułapka czyhająca na nieostrożnego mężczyznę.
- Nie wiem czy warto o tym wspominać. - Odpowiedział po namyśle. - Nie lubię do tego wracać.
- W takim razie zapomnij, że pytałam. - Ponownie chciała odejść.
- Nie, zaczekaj! Widzisz, myślę, że jestem ci winien tę historię.
- Nie jesteś mi nic winien.
- Dobrze. Jednak chce ci to powiedzieć. Od początku to ja sprawdzam ciebie. Ty nic nie wiesz o mnie, ani o naszych sprawach. Tego drugiego nie bardzo mogę ci powiedzieć, więc opowiem ci o mnie.
- Posłuchaj, nie musisz mi tego opowiadać.
- Wiem, ale chcę.
Otieno Ashtad Pochodził z niezwykle szanowanego i dobrego rodu. Jako dziecko miał wszystko. Nauczycieli, kucyka, miecz i łuk. Góry najwymyślniejszych zabawek. Miał też ukochaną piastunkę, która opowiadała mu najpiękniejsze bajki na świecie. Była młoda i ładna, a matka Otieno była o nią bardzo zazdrosna, dlatego zleciła gildii złodziei i zabójców pozbycie się niewygodnej kobiety. Tak się stało. Ermelinda Aulis zginęła z ręki skrytobójcy w pokoju swojego małego podopiecznego. Siedmioletni wówczas Oie był zafascynowany widokiem kobiety że skręconym karkiem i krwią cieknącą z rany na piersi. Pytał wszystkich jak to się robi i czy on też może. Przerażeni rodzice natychmiast wytłumaczyli mu jak okropna jest śmierć, ale chłopczyk nie przejął się tym specjalnie, za to zaczął się przykładać do treningu walki. Jednak nie poprzestał na tym. Wkrótce sam poznał różne metody zabijania. Kilku jego szlachetnie urodzonych kolegów zginęło w tajemniczych okolicznościach. Nikt nie domyślał się sprawcy tych nieszczęść w ośmioletnim paniczu Ashtad.
Pewnego dnia Oie usłyszał jak służba plotkuje, na temat tego, że to szlachetna pani zleciła zabicie piastunki młodego panicza.
Otieno nie poczuł przemożnej chęci zemsty za ukochaną piastunką. Nie rozumiał takich uczuć. Podziwiał kunszt śmierci. Postanowił sprawdzić jak jego wyniosła matka będzie wyglądała martwa.
Nad zimny ciałem żony znalazł go jego ojciec. Lord Ashtad wpadł we wściekłość. Nazwał swego syna potworem i poprzysiągł mu śmierć. Dziesięciolatek się tym nie przejął. Uciekł z domu i schronił się w gąszczu ulic. Żył przez wiele miesięcy nienękany przez nikogo do dnia gdy napadła go jakaś banda złodziejaszków. To co Oie z nimi zrobił obserwował pewien mężczyzna. Sairan ten była magiem i przełożonym gildii złodziei i zabójców. Wziął chłopaka na szkolenie i choć nie znalazł w nim talentu do magii to wyszkolił go na skrytobójcę idealnego. Tak narodził się Otieno Ashtad, którego poznała Ria. Obecnie dwudziestodwuletni młodzieniec planował pozbycie się ojca i przejęcie majątku Ashtadów, to co mu grozi za jawne pokazanie się między szlachtą nie interesowało go.
- Widzisz więc, gdy dostałem się do gildii też nie było tak różowo. Nikt mi, byłemu szlachcicowi, nie ufał. Wszyscy uważali, że kiedyś zdradzę, że okażą się za miękki do tej roboty. Jednak nie. Sporo się napracowałem, ale teraz wszyscy mnie tu znają jako jednego z najlepszych członków gildii Yasmiraj. - Dodał i umilkł. Czekał na reakcje dziewczyny. Dawno nie wracał myślami do czasów swojego dzieciństwa. Nie lubił wspominać swojego "szlachetnego" okresu, ale jego odczucia względem piastunki i matki nie zmieniły się. Otieno był pozbawiony sumienia.
-Powiedz mi jedno. Czy ty potrafisz kogokolwiek kochać? - Spytała cicho. Wyczuwał dziwne napięcie w jej głosie.
-Kochać? Nie wiem. - Odpowiedział po krótkiej chwili. - Czemu pytasz? Nigdy nie spotkałem kogoś, kogo mógłbym pokochać.
- Uważasz, że to dla słabych?
- Nie. Myślę, że jestem zdolny do miłości, ale moja miłość będzie aż po grób. Tak jak śmierć. Dlatego nie mogę nią zbytnio szafować. Czemu aż tak to cię interesuje?
- Widzisz opowiedziałeś mi swoją historię, więc myślę że zasługujesz na moją. Nie przerywaj mi. - Powiedziała szybko widząc, że Otieno chce coś wtrącić.
Nie dane jej jednak było opowiedzieć o sobie. Przerwało jej przybycie do kryjówki gościa.
* około miesiąca. Więcej później.
Trudne słówka:
Yasmiraj - bogate miejsce. Od YASIR - bogaty i MIRAJ - miejsce, po arabsku. Tutaj: Yasmiraj to nazwa miasta w Heidrunie. Miasta, w którym, jak łatwo się domyślić dzieje się akcja mojej powieści.
Ermelinda Aulis - dosł. Cicha (włoski) Uczynna (fiński) - Nazwisko piastunki Otieno.
Historia, ktĂłrej nie byĹo, staĹa siÄ historiÄ
, ktĂłra trwa.komentarze [11]23:08:48
Koniec...Bez strachu moi drodzy. =) Otóż w tym momencie następuje koniec części pierwszej. Na Pierwszy fragment części drugiej nie przyjdzie wam długo czekać.
Poznamy lepiej bohaterów i ich relacja, a także pojawi się parę nowych ważnych osób.
Obiecuję, że będziecie zaskoczeni.
Irmina
KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ
Historia, ktĂłrej nie byĹo, staĹa siÄ historiÄ
, ktĂłra trwa.komentarze [1]03:38:14
8.Otieno stał jeszcze przez chwilę patrząc w jej stronę. Był pewien, że jeżeli teraz za nią pójdzie będzie tylko gorzej. Uważał się za dobrego obserwatora, który umie korzystać z tego co zauważył. Teraz udowodnił, że jest inaczej. Nie miał pojęcia co jej powie. O ile będzie miał jeszcze okazję. Po chwili jednak stwierdził, że w końcu nigdy nie przejmował się co o nim myślą i nie ma zamiaru teraz zacząć. - Będzie chciała ze mną rozmawiać - dobrze. Nie będzie chciała, też dobrze. W końcu nie moja wina, że na mnie wpadła. - Uśmiechnął się do siebie, a następnie lekkim krokiem ruszył w stronę wyjścia z jaskini. Czekał tam na niego nowy cel. Trudna misja. Wymagająca zimnej krwi. Należało spodziewać się ofiar. - Na tę myśl uśmiechnął się jeszcze raz.
Rajiya szła wściekła. Na siebie i na niego. Ten jego uśmiech. Taki pewny siebie, zadowolony. Prostacki. Znowu. Kiedyś obiecała sobie, że nie pozwoli żeby ktoś jeszcze tak się do niej uśmiechał. Śmiał się z niej. ON wystarczył. Mimo to nie mogła nic na to poradzić. Musiała się na to godzić w swojej pracy, ale teraz wybór należał do niej. Wiedziała, że nie da rady nie widywać Otieno i że obiecała zaopiekować się Kalevi'm ale postara się nie doprowadzać do sytuacji w których będą mogli tak na nią patrzeć. Miała świadomość, że to również jej wina. W końcu to ona wpadła na Otieno. Nie wiedziała, co robić. Przebywając w kryjówce złodziei miała za dużo wolnego czasu. Spacerowała zamyślona po obozie, aż zauważyła namiot różniący się od innych. Był kolorowy. Roztaczał delikatny zapach perfum, a ze środka słychać było wesoły kobiecy śmiech. Przypomniały jej się poranne słowa Niu i postanowiła z nią porozmawiać. W końcu z takim problemem prostytutka powinna umieć pomóc. Gdy weszła do namiotu zapadła na chwile cisza. Rajiya zdążył zauważyć, że namiot jest po brzegi wypełniony bibelotami, ubraniami i wieloma innymi kobiecymi przedmiotami. Po kilku sekundach cisze przerwał głos, a właściwie różne głosy. Wysokie i niskie. Delikatne i ostre. Kobiece. Mieszkanki namiotu postanowiły przedstawić się wszystkie na raz. Niu miała rację, Ria nie była w stanie ich wszystkich zapamiętać. Dlatego szybko przerwała kobietom.
- Jest tutaj Niu?
- Wyszła na chwilę. Powinna zaraz wrócić kotku. - Kobieta, która jej przerwała miała na imię Sisel, nie była najmłodsza i musiała cieszyć się poważaniem wśród mieszkanek namiotu, bo wszystkie umilkły. Ria tylko skinęła głową i chciała wyjść z namiotu.
- Poczekaj! Gdzie idziesz?
- Poczekam na zewnątrz.
Kobiety nie zadawały więcej pytań. Rajiya stanęła przed namiotem i zamknęła oczy. Pozwoliła natrętnym myślom odejść. Na krótką chwilę wyzbyła się strachu, emocji, pragnień i problemów. Na krótką chwilę. W takiej postawie zastała ją idąca w stronę namiotu Niu. Podeszła cicho i delikatnie dotknęła ręki dziewczyny. Jej reakcja zaskoczyła kobietę. Ria odskoczyła i stanęła w postawie obronnej. Ręce odruchowo uniosła by chronić głowę. Patrzyła wprost przed siebie. Nie minęła nawet sekunda, gdy zorientowała się w sytuacji i znowu stała wyprostowana.
- Wybacz. Zaskoczyłaś mnie.
- To ty mi wybacz. Nie powinnam cię tak podchodzić. Czekasz na kogoś?
- Na ciebie. Ja...
- Chodź ze mną. - Kobieta przerwała jej stanowczo.
Poprowadziła ją w stronę ściany, w której znajdowały się niezauważone dotychczas przez Rie drzwi. To, co dziewczyna zobaczyła za nimi zaskoczyło ją dużo bardzie niż kryjówka złodziei. Miejsce było niesamowite. Jakimś cudem w małej grocie wyhodowano miniaturowy park. Dzięki ukrytemu systemowi powietrze było świeże, a do pomieszczenia dostawało się słońce. Nie pozostawiając Rajiya'i wiele czasu na kontemplacje, Niu pociągnęła ją w stronę jeden z ustawionych w grocie ławek. Gdy usiadły przez chwile panowała głęboka cisza. Pierwsza odezwała się starsza z kobiet.
- Masz problem. - Raczej stwierdziła niż zapytała.
- Mam.
- Jeśli mam ci pomóc muszę wiedzieć, kto aż tak bardzo cię skrzywdził.
- Skąd wiesz? - Była zaskoczona. Nie tego się spodziewała po tej rozmowie.
- Jestem prostytutką, a ten zawód wymaga pewnych umiejętności. Nie chodzi tylko o bycie ładną. Jestem świetną obserwatorką. Widziałam jak reagujesz na rozmowy o mężczyznach. Stąd prosty wniosek. Zaskakuje mnie tylko twój strach. Wydajesz mi się silna, Widziałam, że gdy trzeba umiesz się bronić, nie uciekasz. Raczej zamykasz się głębiej w sobie. Twoje przerażenie wydaje mnie się irracjonalne. - Mówiła spokojnie. Spodziewała się tej rozmowy. Rie zaskoczyło jej słownictwo. Kobieta musiała się uczyć. Sposób mówienia wskazywał na dobrą szkołę, wyższe sfery. Dlaczego została prostytutką w takim miejscu?
- Wcale nie jestem odważna. Nie zamykam się w sobie, tylko uciekam w siebie. Może i umiem się bronić, ale wiem... Wiem, że są rzeczy przed którymi obronić się nie można.
- Myślę, że o ile jesteś gotowa, powinnaś zacząć od początku.
- Początek. Niech i tak będzie.
Zaczęła opowiadać. Najpierw o rodzicach. O ojcu, którego nie pamiętała, bo zmarł jak miała 2 lata. Wiedziała, że matka go kochała. Tak bardzo, że nie wyobrażała sobie życia bez niego. Do tego stopnia, że nie tyle kochała swoje dzieci, co odbicie swojego męża w nich. O matce. Kobiecie, która po utracie męża przestała wierzyć w życie, a jednocześnie robiła wszystko by jej dzieci mogły żyć godnie, aż do feralnego dnia gdy jej ukochany synek zginą. Mały braciszek Rajiya'i, którego kochała bardziej niż cokolwiek. Przez sześć lat.
Jej matka dalej walczyła, miała jeszcze Rajiya'ię, ale nigdy już nie wróciła do siebie. Jeszcze gorzej było gdy dwa lata później spłonął ich dom. Rodzinna rezydencja, majątek, który Ria miała dostać w posagu. Jej matka była zamożna. To nie był ich jedyny dom, ale to w nim znajdowały się wszystkie pamiątki po ukochanym. Po tym ciosie już się nie podniosła. Rok później się poddała. Wybrała śmierć. Na kilka dni przed urodzinami jej jedynej córki. W dniu, w którym odebrano jej wszystko i zabrano do przytułku.
Opowiedziała o życiu w przytułku. Budynku o szarych ścianach z kratami w oknach. O opiekunach którzy nienawidzili powierzonego im zadania. O braku światła. Wydzielaniu jedzenia. Karach cielesnych. O brutalności pozostałych wychowanków. Szybko nauczyła się bronić. Walczyć, kraść i obserwować. Wyzbyła się empatii i współczucia. Zamknęła się na świat zewnętrzny. Gdy zobaczyła dziewięciolatkę gwałconą przez starszych wychowanków nie zareagowała. Ryzyko było zbyt duże. Opowiedziała o Aquili. Dziewczynie, która ją ubóstwiała. Miłej, dobrej, zawsze uśmiechniętej. Ona walczyła z otaczającym jej światem zupełnie inną metodą.
Opisała przypadek, który pozwolił jej się uczyć. Zbieg okoliczności, przypadkowe spotkanie i wypowiedziane pod wpływem impulsu życzenie.
Opisała poszukiwanie pierwszej pracy, gdy okazało się, że nie znajdzie jej w wymarzonym zawodzie. Problemy i spotkania. Obleśnych karczmarzy i gości karczm. Obrzydliwe propozycje i upokarzające gesty.
Skończyła na spotkaniu z Otieno, ich dziwnym związku i obecnej sytuacji. Jeszcze przez moment w powietrzu można było odnaleźć echo jej słów.
- Powiedziałaś mi wszystko. - Niu odezwała się cicho.
- Tak.
- Nie powiedziałaś mi nic.
- To nie tak, ja...
- Jesteś gotowa. - Była pewna.
- Skąd możesz wiedzieć?
- Widzę to w tobie. Daj sobie szanse. Wiem kim jesteś. Rozumiem lepiej twoje wybory, zachowanie, zdjęłaś przede mną wierzchnią maskę, ale nie mogę ci jeszcze pomóc. Ty musisz być zdecydowana.
Cisza która zapadłą po jej słowach była ciężka i gęsta. Niczym niewidoczna mgłą oplotła obie kobiety i zaciążyła na ich myślach. Nie były to wesołe rozmyślania. Młoda dziewczyna wiedziała, że nie powinna pozwolić umknąć tej chwili, ale czuła, że powiedzenie Tego może być dla niej za trudne. Mimo to, postanowiła spróbować.
- Gdy byłam jeszcze w przytułku, pod koniec mojego pobytu i nauki poznałam pewnego człowieka. Już wtedy wiedziałam, że nie znajdę pracy w zawodzie i rozglądałam się za czymś innym. Mężczyzna którego poznałam zaintrygowała mnie. Był niesamowicie przystojny. Elokwentny i wykształcony. Spotkałam go w jednej z karczm gdzie szukałam pracy. Nie wiem co tam robił. Nigdy nie zapytałam. Gdy wyszłam stamtąd dogonił mnie i zaczął rozmowę. Nie chciałam jej, ale mówił tak długo, aż mu odpowiedziałam. Ma to znaczenie o tyle, że podobną taktykę zastosował wobec mnie Otieno. Potem nieznajomy rozmawiał ze mną. Długo. O wszystkim. Pięknie opowiadał, o sobie, o swoim życiu. Mimo to nie chciałam się z nim zadawać i aby się go pozbyć powiedziałam o przytułku. Jego to jednak nie zniechęciło. - Na jej twarzy pojawił się dziwny grymas. - Zaczął wypytywać o życie i plany. Odpowiadałam mu. Naiwnie. Potem spotykałam się z nim co jakiś czas. Był mną zainteresowany. Podarował mi parę razy kwiaty. Kilka drobiazgów. Przedstawił mnie swoim przyjaciołom. Wszyscy byli tacy... "Na poziomie". To był inny świat. Pozwoliłam sobie uwierzyć w tę bajkę. Gdy na mnie patrzył uśmiechał się tak... Po męsku. Jak łowca, bezczelnie. Ten uśmiech pamiętam do dziś. On wiedział od początku, ale maskował to zręcznie. Czułam się przy nim bezpieczna. Pewnego wieczoru zaprosił mnie na kolację. Długo nie mogłam się zdecydować. Od tamtego incydentu z gwałtem w przytułku bałam się mężczyzn, a on był ode mnie starszy. Jednak mnie przekonał.
Było przyjemnie. Dobre wino, wyborne jedzenia. Takie jakie ostatni raz jadłam jeszcze w rodzinnym domu. Potem zabrał mnie do parku na spacer. Objął mnie i długo trzymał w ramionach. Miał silne i muskularne ręce. Byłam pewna, że nic mi nie grozi, że będzie dobrze. Zaczął mnie zapewniać, że mnie kocha, że da mi wszystko - dom, bezpieczeństwo, możliwości. Byłam najszczęśliwszą istotą pod słońcem. Potem zasnęłam. Mozę coś było w jedzeniu lub winie, a może to już potem w tym parku. Nie wiem. - Nagle jej głos stał się beznamiętny z twarzy zniknęły wszystkie uczucia. - Obudziłam się w pomieszczeniu, które chciałabym zapomnieć, ale wraca do mnie co noc. Przywiązana do ławy. Naga. Miałam zasłonięte oczy. Nie wiem nawet ile tak leżałam w ciszy i ciemności. Potem usłyszałam głosy. Między innymi Jego. Słodki i pewny. Wzbudzający zaufanie. To co mi powiedział, obiecał, czym zagroził - zostawię jednak dla siebie. Nie potrafię tego nawet powtórzyć. Było obrzydliwe. Potem... Potem po prostu to zrobił. Od początku do końca. To nawet nie był gwałt, chociaż walczyłam jak mogłam. Nie wiem ile trwało, ale wiele dni. To było tuż po tym jak opuściłam przytułek. Nikogo nie interesowało moje zniknięcie. Bił, wykorzystywał. Używał. Traktował jak przedmiot. Nie tylko on. Robili co chcieli.
Wiesz... Ja nigdy nie urodzę dziecka. Już nie mogę. To też oni.
Przypadek pozwolił mi uciec. Przyszli pijani. Bawili się do rana. Wychodząc któryś nie zamkną drzwi. Ja już wtedy nie stawiałam oporu. Robiłam co chcieli, dlatego nawet mnie nie wiązali. Po prostu wyszłam.
Naga. Pozbawiona wszystkiego.
Zamieszkałam w jednej z walących się willi. Gdy wróciłam tam w jakiś czas później, po Nim nie było śladu. Uciekł.
Gdybym mogła cofnąć czas nigdy bym się do niego nie odezwała, ale jednocześnie żałowałabym utraty tych pierwszych chwil. Słów i gestów.
Zaufałam mu. - Przez chwile milczała.
Ja go nawet... Ja go przeczcież nawet pokochałam! - W tym monecie Niu usłyszała płacz. Ze zdumieniem spojrzała na siedzącą koło niej młodą dziewczynę, z której szeroko otwartych szklistych oczu płynęły łzy, których Ria nawet nie próbowała powstrzymywać. Tylko szloch wstrząsał nią co jakiś czas. Niu delikatnie położyła rękę na jej ramieniu. Milczała. Łzy płynęły i płynęły. Nie zastanawiały się ile czasu minęło. To nie miało znaczenia. W końcu w drobnym ciele czarnowłosej zabrakło sił. I wody. Patrzyła przed siebie pustym wzrokiem. Powoli oparła głowę na ramieniu starszej kobiety. Jej bliskość ją uspokoiła. W tej chwili nic jej nie chroniło. Była znowu mała dziewczynką, jedną z wielu pozbawionych szczęścia istot.
Historia Rajiya'i nie była wyjątkowa. Nie ona jednak lądowała w przytułku po życiowej katastrofie. Jednak większość dzieci potrafi się pozbierać. Część już zawsze będzie skrzywiona psychicznie. Ria utknęła. Zamknęła wszystko co ją spotkało głęboko w sobie. Odarta z wiary, zaufania, godności i poczucia bezpieczeństwa uznała się za nic nie wartą. Nie poddała się, ale by to zwalczyć stworzyła wokół siebie szczelną barierę. Nie do przełamania. Teraz w trakcie tej rozmowy odsłoniła się cała. Pokazała swój największy sekret. Oczekiwała reakcji. Długo przyszło jej czekać. Minęło wiele minut nim Niu się odezwała. Ria doceniała już mądrość tej kobiety, ale nie spodziewała się niczego więcej poza "Rozumiem, nie martw się, zaufaj im, wszystko będzie dobrze." Znowu jednak nie zlekceważyła prostytutkę.
- Twoja historia jest wstrząsająca, ale nie tylko dla tego, czego dotyczyła. Pozbawiłaś swoje życie emocji. Dopiero przed chwilą je uwolniłaś. Pozwoliłaś popłynąć łzą. Oczyściłaś ciało. Jednak oczyszczenie duszy zajmie ci wiele, wiele lat, albo nie nastąpi nigdy. To co ci uczyniono zmieniło cię. Nieodwracalnie. Myślę, że jeszcze długo po tamtych wydarzeniach obwiniałaś siebie. Wmawiałaś sobie, że coś robiłaś źle. Teraz jest lepiej, ale nie wiem czy istnieje coś co przywróciłoby ci wiarę w ludzi i zdolność ufania. Każdy mężczyzna jest dla ciebie wrogiem. Gdy widzisz ich wzrok skierowany na ciebie znasz już ciąg dalszy. Boisz się, a jednocześnie jesteś gotowa zginąć byleby tylko nigdy nie powtórzyła się tamta historia. Nie powiem ci, że cię rozumiem, bo nigdy nie spotkało mnie nic nawet w połowie tak okrutnego. Masz niewielkie szanse na powrót do normalnego życia. Zawsze będziesz się bała mężczyzn. Ktoś komu ponownie zaufasz może się nigdy nie pojawić. Jednak jeśli twój strach cię niszczy możesz go pokonać. Pierwszy krok za tobą. Powiedziałaś głośno skąd pochodzi. Teraz musisz zaakceptować tamte wydarzenia. Przyjąć je i uporządkować w swojej duszy. Gdy uda ci się zaliczyć je do przeszłości będziesz mogła spróbować częściowo się odsłonić. Nie zaufać. Podjąć kontrolowane ryzyko. Masz wybór. Otwarte drzwi. Ja zawsze będę cię wspierać. Pamiętaj o tym dziecino. Zostań tu jeszcze chwile. Przemyśl to. Potem daj sobie czas. Idź spać. Rano możesz spróbować zadecydować. - Podczas tej krótkiej przemowy jej głos był poważny. Ria czuła, że ma szanse wyrwać się z okowów wiecznego strachu. Nie była jeszcze gotowa na decyzję. Spędziła w grocie jeszcze pół godziny. Gdy ją opuściła okazało się, że była już noc. Starając się nikogo nie obudzić poszła do swojego namiotu. Ochlapała twarz wodą z miski i poszła spać.
Spała, po raz pierwszy od wielu miesięcy, głęboko i bez żadnych snów.
Trudne słówka:
Sisel - słodka w Jidysz
Historia, ktĂłrej nie byĹo, staĹa siÄ historiÄ
, ktĂłra trwa.komentarze [15]01:24:02
7.W końcu nadszedł poranek. Ja to bywa z porankami cicho i powoli. W kryjówce złodziei nie był tak widoczny jak na powierzchni, ale dzięki systemom oświetlania góry i tam dostało się słońce. Rajiya'ię obudziło pragnienie i niezaspokojony wczoraj głód. Otieno odgłosy krzątania się w obozie. Chorego chłopaka nie obudziło nic. Spał dalej. Phirun obudził się z niejasnym wspomnieniem przyjemnego snu.
Ria wstała szybko. Nie lubiła marnować dnia. Wyszukała sobie ubrania, umyła się w przyniesionej przez kogoś misce z wodą i biorąc naczynia opuściła namiot z zamiarem udania się do kuchni i spożycia śniadania. Otieno uznał, że jeszcze może poleżeć, a Phi postanowił zrezygnować ze jedzenia i jak najszybciej udać się do miasta. Przez to na swoim pierwszym posiłku w kryjówce złodziei Rajiya była sama. Mimo to nie zamierzała dać się zahukać. Szybko zaobserwowała, co robią otaczający ją ludzie i poszła za ich przykładem stając w kolejce do jednego z kotłów z okolic, którego zapach był najprzyjemniejszy. Szybko w jej misce znalazła się gorąca owsianka, a dziewczyna z nostalgią zauważyła, że pierwszy raz od dawna je ciepłe śniadanie. Jedyny problem, jaki widziała to miejsce, które mogłaby zająć. Część stołów od razu odrzuciła ze względu na towarzystwo. Przy dawno opróżnionych beczkach siedziały pojedyncze osoby, które na pewno nie byłyby zadowolone z jej towarzystwa. Gdy zdecydowała wrócić z jedzeniem do namiotu usłyszała czyjeś wołanie, zignorowała je pewna, że nie chodzi o nią. Jednak po chwili poczuła czyjąś rękę na ramieniu i zdziwiona obejrzała się za siebie. Dostrzegła kobietę, na oko w średnim wieku, o delikatnych rysach, niewątpliwie odznaczającą się dużą urodą. Kobieta uśmiechała się lekko, jakby zalotnie.
- Potrzebujecie czegoś pani? - Spytała cicho Ria.
- Jaka tam ze mnie pani. Na pewno już o mnie słyszałaś, ale może ci nie pokazali. Jestem Niu Jyoti - Themis, ale mów mi Niu jak wszyscy. Oho, widzę po twojej buzi, że już wiesz, kim jestem. - Rajiya szybko postarała się z powrotem przybrać obojętny wyraz twarzy. - Nie przejmuj się. Wbrew pozorom mam tu niezłą pozycję, ale dla ciebie to może być niezwykłe. W każdym razie chciałam zaprosić cię do naszego stołu. Dziewczęta uważają, że Otieno jest okropnym draniem skoro pierwszego dnia puścił cię tu samą, ale widziałam, że dobrze sobie poradziłaś. Jesteś dzielna. No chodź, chodź ze mną. - Mówiąc to kobieta pociągnęła ją w stronę stołu otoczonego przez różnobarwnie odziane kobiety i dziewczęta. - No kochane oto nasza nowa gwiazda. Przedstaw się teraz kotku, śmiało. - Uśmiechnęła się pokrzepiająco i zamilkła czekając na słowa Rii.
- Jestem Rajiya, ale można mi mówić Ria. Zajmuje się leczeniem. - Nie miała pojęcia, co jeszcze mogłaby powiedzieć tym damom. Na szczęście wybawiła ją Niu.
- Cudowne imię, naprawdę cudowne kochana. Ponieważ jestem pewna, że nie zapamiętasz imion nas wszystkich nie będę ci każdej przedstawiać, kto chce niech się sam zaprezentuje. - Rajiya była pod wrażeniem wygadania tej kobiety. - Do mnie możesz zwracać się z każdym problemem, jeżeli tylko zechcesz. Teraz zaś powiedz nam, naprawdę uratowałaś ślicznego Kale'a?
- Wybacz, ale nie wiem, o kogo chodzi.
- Słyszałam, że uleczyłaś wczoraj pewnego młodzieńca, którego pokazał ci ten wstręciuch Otieno, to prawda?
- Tak.
- W takim razie to musiał być Kalevi, ale my nazywamy go Śliczny Kale. Pewnie zauważyłaś, że jest niewidomy?
- Szczerze mówiąc nie.
- Nie? Zaskakujące! Większość zauważa od razu.
- Może to dlatego, że wczoraj byłam zajęta raczej jego plecami i chorobą ogólnie, a oczy otworzył tylko na chwilę.
- No to musi być z nim ciężko, skoro na twój widok nie zareagował od razu, prawda dziewczyny? - Niu spojrzała na swoje koleżanki, które zgodnie pokiwały głowami.
- Jak mógł zareagować na mój widok, skoro jest niewidomy?
- Oh tak, ale Kale widzi aury. Ja, co prawda tego nie potrafię, ale myślę, że twoja dorównuje twojemu urokowi. Powiedziałam coś nie tak? - Spytała zaniepokojona widząc ja Ria sztywnieje.
- Nie, nic. - Starała się mówić obojętnie, ale ostatnie słowa Niu przypomniały jej inną rozmowę odbytą dawno temu. Nieprzyjemną rozmowę. - Po prostu nagle coś mi się przypomniało. - Sama była zdziwiona, że to powiedziała. Zazwyczaj nie mówiła praktycznie nic. - To nieważne.
- To dobrze, ale ja cię tu męczę rozmową, a ty pewnie jesteś głodna. Jedzenie na pewno zaraz będzie zimne. Siadaj i nie przejmuj się nami.
Rajiya ze zdziwieniem zauważyła, że się uśmiecha. Doprawdy trudno było nie przejmować się otaczającymi ją kobietami. Kobietami niewątpliwie oryginalnymi, a sądząc z ich rozmów słuchanych mimochodem, również inteligentnych. Jednak Niu miała racje owsianka stygła, a Ria była naprawdę głodna. Zabrała się za jedzenie, jadła powoli, niemalże z namaszczeniem. Kuchnia powoli pustoszała. W końcu została sama, nie przejęła się tym specjalnie, nawet jej to odpowiadało. Przyłapała się natomiast na zastanawianiu się gdzie jest Otieno. Skarciła się w duchu i wstała od stołu. Umyła naczynia i powoli ruszyła w stronę namiotu niepewna, co robić dalej. Zmartwiły ją słowa Niu dotyczące Kalevi'ego. Jeżeli to była prawda, to mogło się to źle skończyć. Poza tym użyte przez kobietę sformułowanie było dość intrygujące. Sairanie rzeczywiście łatwo wyczuwają czyjś nastrój i być może niewidomy czuje je wyraźniej, mimo to nazwanie tego "aurą" było lekkim nadużyciem. Mimo swoich obaw Ria postanowiła zajrzeć do Kalevi'ego. W końcu przyjęła na siebie obowiązek uleczenia go.
Zostawiła naczynia w swoim namiocie i skierowała się do "sypialni" Kale'a. W środku powietrze było świeże, a pacjent spał, oddychając równomiernie. Odwróciła się, aby wyjść, gdy usłyszała.
- Witaj, kim jesteś?
- Jestem Rajiya. Powinieneś spać.
- Dlaczego?
- Byłeś chory, jesteś ciężko ranny. Twój organizm jest pozbawiony sił. Dlatego.
- Na pewno nic mi nie będzie. Dlaczego tak interesuje cię moje zdrowie, wątpię abym w obecnym stanie wyglądał dobrze? - Mówił, uśmiechając się bezczelnie.
- Interesuje mnie, bo poproszono mnie o zajęcie się twoim zdrowiem i nic poza tym. Cieszę się, że czujesz się lepiej, a teraz wybacz. - Powiedziała cicho i wyszła z namiotu. - Ależ ją zdenerwował. Paskudny, niemiły, bezczelny, no po prostu szkoda słów. - Tak ją pochłonęło myślenie o Kalevi'mie, że nie zauważyła idącego z na przeciwka mężczyzny. Zaciekawiony jej złą minom zatrzymał się kilka kroków przed nią i czekał czy go zauważy. Jednak dziewczyna była zbyt zajęta i wpadła prosto w jego ramiona. Chciała się cofnąć, ale mężczyzna ją objął. Był dla niej zdecydowanie za silny. Podniosła głowę chcąc zobaczyć, kto ją trzyma. Natychmiast się zdenerwowała.
- Puść mnie!
- To ty na mnie wpadłaś. Może chociaż przepraszam? - Uśmiechał się szeroko
- P-u-ś-ć m-n-i-e. - Wycedziła przez zęby. To był jej jedyna linia obrony. Znowu na widok jego uśmiechu traciła pewność siebie.
Słysząc jej ton natychmiast ją puścił.
- Przepraszam. Nie powinienem...
- Masz racje. Nie powinieneś. - Rzuciła cicho i odeszła. Nie oglądała się za siebie.
Trudne słówka:
Kalevi - niewidomy po fińsku.
Kale - hawajska forma imienia Karol - z niemieckiego mężczyzna, wojownik.
Sairanie - Od: Saira - po arabsku wędrowiec. Tutaj: Rasa do której należą bohaterowie powieści. Moja własna. Cały świat wymyślony na potrzebę tej powieści zamieszkują oni. To trochę tak, jak ludzie ziemię.
Historia, ktĂłrej nie byĹo, staĹa siÄ historiÄ
, ktĂłra trwa.komentarze [18]00:42:43
6.Przez chwile wodził zamglonymi oczami po otoczeniu, by po chwili znów je zamknąć. Widać było, że nie ma siły nawet by patrzeć. Wkrótce znów zapadł w głęboki sen.
- Dlaczego się nie budzi, dlaczego nic nie mówi? - Otieno nie mógł się opanować. - Mówiłaś, że jest zdrowy!
- Zlituj się. Mogę usunąć z jego ciała chorobę, ale nie sprawię, że wstanie nagle rześki i gotów do działania. On jest nadal ciężko ranny. Wygłodzony i słaby. Sen może mu pomóc, więc racz mówić ciszej.
- Spokojnie Ria. Nie miałem na myśli nic złego. Po prostu czasami trochę za bardzo mi się śpieszy.
- Co to, za Ria. - Zapytała rzeczowo, czym nieco zaskoczyła chłopaka spodziewającego się raczej uszczypliwości i komentarzy na temat jego natury.
- Cóż twoje imię jest tak trudne, że stwierdziłem, że przyda ci się przezwisko, a że zwykle jesteś strasznie opanowana pomyślałem, że przeciwstawne przezwisko może podziałać jak amulet i trochę cię rozruszać.
- Zabawne. Nawet nie wiesz, jak dobrze trafiłeś. Dokładnie tak nazwał mnie mój mistrz. Niech ci będzie, ale uważaj szanuj moje imię, aby nie zostało wykorzystane przeciwko nam. - Dziwna powaga w jej głosie zastanowiła go, ale po chwili pomyślał o czymś innym.
- Właśnie, twój mistrz. Obiecałaś mi wyjaśnienia. Chyba, że zmieniłaś zdanie.
- Nie. Nie zmieniłam, ale to skomplikowana historia. Może wyjdźmy stąd, co?
- Dobrze, hmmmm... Zapraszam do mnie. - Zaproponował z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Do ciebie? Nie wiem. Wolałabym nie.
- Dlaczego? Zresztą nie ważne. - Widząc zmianę w jej postawie postanowił nie drążyć tematu. Na razie. - To może do ciebie?
- Nie.
- Hmmm... Kuchnia? - Zaczynało mu brakować pomysłów, w jaskimi nie było wiele miejsca.
- Tak. Tam będzie dobrze.
Ruszyli w stronę kuchni. W zasadzie "kuchnia" to nie jest najlepsze słowo. W wydzielonym, osłoniętym od pozostałej części jaskini polu stały na ogniu kotły pilnowane przez kilka osób, głównie kobiety. W oddzielnym namiocie znajdowały się zapasy, a obok stały wielkie beczki wypełnione, jak sadziła Ria, piwem i winem. Przy samym brzegu stał wielki piec, Rajiya uznała, że do chleba. Przy piecu byłą studnia zapewniająca dostęp do wody. Obok tej "kuchni" stały szerokie ławy, na których piętrzyły się brudne naczynia. Dookoła porozstawiane były puste beczki oraz taborety. Otieno wyszukał najmniej brudną ławę, przy której usiedli. Przez chwile trwali w przyjaznym milczeniu. W końcu, gdy Oie zdecydował się przerwać ciszę Rajiya odezwała się cicho.
- Zaczęło się od tego, że miałam dobre perspektywy. - Otieno chciał zapytać co to znaczy, ale widząc jej oczy uznał, że i tak by go nie usłyszała. Czekał co powie. - Mój dom, moja rodzina... Nie byliśmy biedni. Potem... Mój ojciec zmarł gdy byłam mała. Miałam chyba 3 lata. Gdy skończyłam osiem zginą mój pięcioletni braciszek. Spalił się mój dom, a moja matka powiesiła się, gdy miałam 12. - Chłopak był zszokowany suchym, beznamiętnym tonem z jakim wypowiadała te słowa. - Trafiłam do przytułku. Kazano mi oddać wszystkie ubrania, zabawki i inne takie, ale wiedziano, że mogę być bogata. Licząc się z tym postanowiono oddać mnie na naukę do cechu. Tak się złożyło, że trafiłam do medyków. Nie wiem czy wiesz, ale normalnie szkolenie trwa 10 lat, ale przypadkiem udało mi się zrobić coś co zapewniło mi tytuł dużo szybciej. Uratowałam mojego mistrza, który cierpiał na tę samą chorobę co twój przyjaciel. Wstyd mi o tym mówić. Wyznaczono mnie do opieki nad chorym mistrzem. Polecił mi przygotować dla siebie herbaty, ale w kuchni, zaaferowana "wielkim", okazanym mi zaufaniem przypadkowo zmieszałam herbatę z czymś jeszcze. Po kilku dniach mistrz wstał z łóżka. Wszyscy byli zdumieni i składali to na karb cudu. Mistrz jednak oznajmił, że to moja zasługa. Nie rozumiałam o co mu chodzi, ale on powiedział, że podałam mu lek zaraz pierwszego dnia i polecił wyjawić co to takiego. Nie miałam pojęcia. Pierwszego dnia podałam mu tylko tę herbatę, a mistrz był pewien, że to się stało wtedy. Nie chciałam zdradzić, że nic nie wiem, dlatego za wszelką cenę usiłowałam sobie przypomnieć co ja zrobiłam z tę herbatą. Udało mi się. Cała rada mistrzów wypróbowała "moją" mieszankę na swoich pacjentach. Wynik okazał się pozytywny. "Lek" zbadano i znaleziono wytłumaczenie jego działania. Mnie zaś uznano za dobrze kryjącego się czeladnika, który z jakiegoś powodu nie chciał otrzymywać wynagrodzenia. Mój lek uznano za majstersztyk i mianowano mnie mistrzem. Od ręki. Nic z tego nie rozumiałam. Miałam 17 lat, a terminatorem byłam dopiero od 4. Nagle zostałam mistrzem. Kolejne dwa lata wykorzystałam na naukę. To było jedyne co mi pozostało, aby nie zhańbić się przed innymi. Utrzymywał mnie przez ten czas przytułek. Udało mi się naprawdę zakończyć naukę w krótszym terminie. Wreszcie wydalono mnie z przytułku. Żeby przeżyć musiałam mieć co jeść i gdzie spać. Schronienie znalazłam w jednej z opuszczonych willi, ale na jedzenie musiałam zapracować. Jak już mówiłam wcześniej nie udało mi się znaleźć pracy w moim zawodzie. Dlatego zostałam karczemną dziewką. Resztę mniej więcej znasz. - Otieno był pod wrażeniem. Pierwszy raz usłyszał z jej ust tak długą wypowiedź. Opowiedziana przez nią historia była absurdalna, ale ciekawa. Czuł, że dziewczyna mówi prawdę.
- Cóż zdaje się, że rzeczywiście miałaś szczęście. - Chciał ją sprowokować, ale ona tylko pokiwała głową zamyślona. - Mimo to w tej chwili naprawdę jesteś mistrzem i to się liczy. Uratowałaś mi przyjaciela i to też się liczy. Dlatego uważam, że szczęście czy nie szczęście dobrze się stało, że cię spotkałem. - Powiedział i uśmiechnął się pokrzepiająco. Rajiya patrzyła na niego zdumiona. Ten uśmiech był inny. Poczuła się jak w pułapce, dlatego szybko odwróciła wzrok. - Jesteś może głodna? - Oie swobodnie zmienił temat wyczuwając jej skrępowanie.
- Nie dziękuję. Jeszcze nie jestem w stanie nic przełknąć, to był dla mnie bardzo długi dzień.
- Skoro tak to proponuje ci żebyś wzięła sobie z kuchni naczynia i poszła odpocząć.
Nie odpowiedziała już tylko skłoniła lekko głowę i podeszła do jednej z kobiet. Po chwili z naczyniami w rękach ruszyła w stronę namiotu.
Czuła się dziwnie. Z jednej strony jej dotychczasowy świat się zawalił. Nowe życie było pełne niebezpieczeństw i ryzyka. Od reszty góry oddzielał ją tylko cienki namiot, a głosy mężczyzn ją przerażały. Jak zawsze. Mimo to mogła wykorzystać swoje umiejętności i po raz pierwszy powiedziała coś o sobie. Wiele pominęła, ale to i tak była jej najdłuższa wypowiedź od bardzo dawna. Przez chwile zastanowiła się co by na jej przygody powiedziała znajoma z przytułku, ale uznała takie rozmyślania za bezsensowne. Wzięte z kuchni naczynia, prezenty urodzinowe oraz kilka jej rzeczy zabranych przez złodziei z jej domu rozłożyła w namiocie. Była naprawdę zmęczona. W końcu padła na posłanie i zasnęła. Spała twardym snem, o dziwo pozbawionym zwykle dręczących ją koszmarów.
Trudne słówka:
Ria - strumień po grecku.
Historia, ktĂłrej nie byĹo, staĹa siÄ historiÄ
, ktĂłra trwa.komentarze [22]22:57:30
5.Nie odpowiedziała, nawet wyraz jej twarzy pozostał ten sam. Wiedziała, że chłopak ma racje. Jeśli zostanie w swoim "domu" w końcu będzie musiała stanąć przed strażą. Jednocześnie myśl o ukrywaniu się napawała ją obawą przed nieznanym. Nienawidziła swojego życia. Kochała je. Zresztą, nie miała pojęcia gdzie w mieście może ukryć się przed strażą i na jak długo.
- Mała, nie bój się, wszystko będzie dobrze, to nie potrwa długo, zadbam o to by nie dłużej niż kilka tygodni. Sprawię, że stary Farv zapomni o tobie.
- Kilka tygodni? - Czuła autentyczny strach, gdzie można się ukrywać przez kilka tygodni, tak, aby nie zostać znalezionym? - Ja mam pracę, w moim domu zostały moje rzeczy i...
- Spokojnie, rzeczami się zajmiemy. Praca, no cóż, widać nie była ci przeznaczona, a za kilka tygodni znajdziesz nową, dziewek karczemnych zawsze za mało. Chodźmy.
Złapał ją za rękę i pociągną w stronę wyjścia. Była oszołomiona. Za dużo naraz spadło na jej głowę. Na dodatek nie wiedziała gdzie ciągnie ją ten chłopak, którego poznała, a którego nie znała wcale.
- Gdzie idziemy? - Zdecydowała się zapytać. - Ja mogę sama...
- Cicho. Idziemy w bezpieczne miejsce. - Przebiegł z nią jeszcze kilka uliczek, a potem się zatrzymał. - Teraz zawiążemy ci oczy. - Chciała coś powiedzieć, ale ją uciszył. - Posłuchaj, idziemy w miejsce, które zna niewielu i lepiej żeby niewielu poznało, ale drogę do niego znają tylko wtajemniczeni, dlatego nie możesz jej poznać, więc, proszę, nie rób awantur.
- Nie miałam takiego zamiaru. Chciałam ci tylko powiedzieć, że dwa metry za tobą stoi grupka strażników i jak zaczniesz mi tu wiązać oczy, to... - Jej wypowiedź została przerwana przez gwałtowne szarpnięcie w stronę jednej z kamienic przy uliczce, na której stali.
- Masz pecha mała. Już wiesz za dużo. - W oczach Rajiya'i pojawiło się przerażenie. - Spokojnie, jeszcze będziesz żyła. Teraz się odwróć i zamknij oczy.
Po chwili dziewczyna poczuła miękki materiał na oczach. Nie widziała nic. Zadrżała. Nie lubiła nie wiedzieć, co się dzieje, przywoływało to wspomnienia. Po chwili ruszyli. Schodzili po schodach, szli długo jakimś korytarzem, tak wąskim, że obcierała sobie ramiona o kamienie. Było jej zimno. Domyśliła się, że muszą być gdzieś pod ziemią. Jednak to, co zobaczyła, gdy zdjęto jej opaskę z oczu wstrząsnęło nią. Stali w wielkiej sali o kopulastym sklepieniu. Domyślała się gdzie są, mimo to nie mogła w to uwierzyć. Jedno było miejsce w mieście, a właściwie w pobliżu miasta gdzie można było ukryć coś takiego i nie spowodować zawalanie się ziemi, Wzgórze Feardorha. Mówiono o nim, że jest nawiedzone, że zbierają się tu wiedźmy. Mieszkała u jego stóp jedna kobieta, o której mówiono, że jest czarownicą. Nie znalazł się nikt dość odważny by to sprawdzać. Zaskoczyła ją pomysłowość złodziei, ukrycie ich królestwa we wzgórzu, do którego nikt się nawet nie zbliżał było świetnym pomysłem.
- Zaskoczona? - Zapytał, śmiejąc się przy tym, Otieno. - Nie martw się mała, każdy tak na początku reaguje. Prosimy dalej.
Przeprowadził wciąż zszokowaną Rajiya'ie przez środek sali co jakiś czas pozdrawiając kogoś gestem dłoni, bądź kiwnięciem głowy. W sali porozstawiane były płócienne namioty, ławy. W jednym końcu zauważyła część kuchenną, w drugim małe jeziorko. Pod, przeciwległą do wejścia, ścianą stał największy namiot, z którego co jakiś czas ktoś wychodził. Na wydzielonym placu obok tego namiotu odbywał się właśnie trening. Sala była ogromna, ale znajdowała się po ziemią, dlatego zdziwiło ją świeże powietrze i brak zaduchu. Otieno podprowadził dziewczynę do jednego z namiotów, przestronnego, z wydzieloną sypialnią.
- Teraz tu będziesz mieszkała.
- Dobrze, ale co mam teraz robić?
- Hmmm, karczmy tu nie mamy, możesz pomóc w kuchni, bo zdaje się, że na tym się znasz. Chyba, że pracujesz też w najstarszym zawodzie świata, to poszukaj Niu JT, a ona już ci znajdzie pracę.
- Nie jestem kurwą, jeśli o to ci chodzi i nie jestem również karczemną dziewką, jak mnie wcześniej nazwałeś.
- Och, doprawdy? Kim tedy jesteś?
- Uzdrowicielką - Wyszeptała
- Co?
- Lekarzem, uzdrowicielką, medyczką. Mam ci dalej tłumaczyć? - Zdenerwowała się. Nie lubiła wspominać o zawodzie, który uwielbiała, a którego nie mogła uprawiać.
- Spokojnie, po prostu nie usłyszałem, ale jeśli tak, to dlaczego pracujesz w karczmach? Przecież jako uzdrowicielka byłabyś dużo bogatsza?
- Tak, wiem o tym. Problem polega na tym, że infirmerie są pełne uzdrowicieli i pozbawione pacjentów. Mam wykształcenie, talent i miałam szczęście. Nie mam pracy. Nie ma wojny i żadna się nie zapowiada, ostatnią zarazę mieliśmy w mieście równo 20 lat temu. Nie ma zapotrzebowania na takich jak ja.
- Dobra jesteś? - Nagle jego głos stał się śmiertelnie poważny.
- Tak.
- Chodź za mną. - Wziął ją za rękę i poprowadził w stronę niezauważonej przez nią części jaskini. Od znajdujących się nieco w cieniu namiotów już z daleka bił okropny zapach. Zapach krwi, choroby i śmierci. Gdy weszli do namiotu zapach stał się jeszcze gorszy, Otieno się skrzywił, ale Rajiya nie zareagowała, nawet jeśli zapach jej przeszkadzał nie dała tego po sobie poznać. Wszyscy pacjenci leżeli w jednej przegrodzie, niektórzy na polowych łóżkach, inni na matach, a pojedynczy nawet na ziemi. Chłopak pociągnął ją w stronę jednego z łóżek. Leżał na nim chłopak, na oko w wieku Otieno, o delikatnych rysach na ładnej twarzy. Jednak jego cera była wyniszczona, a usta spękane. Chłopak był chory, a Rajiya wiedziała, na co.
- No i co panno uzdrowicielko? Umiesz mu pomóc? On ma Louhi.
- Tak, widzę. Mogę mu pomóc, ale potrzebuję moich narzędzi. - Jej głos był pewny. On nie ufał jej do końca, ale wiedział, że dla jego przyjaciela to jedyna szansa. Złodzieje, mimo swoich zdolności, kontaktów i wiedzy, nie cieszyli się zbytnim zaufaniem społeczeństwa i nie mili w swoim gronie wykształconych uzdrowicieli. Jednakowoż Rajiya była młoda, zdaniem Otieno za młoda na dobrą lekarkę, bał się powierzyć jej swojego przyjaciela. - Otieno, jeśli nie chcesz mogę mu nie pomagać, ale wiedz, że on nie pożyje długo.
- Wiem o tym. Zaryzykuję. Rasul! - W odpowiedzi na okrzyk mężczyzny do namiotu wbiegł młody smagłolicy chłopak. - Rasul, przynieś rzeczy znalezione w domu Rajiya'i, byle szybko! - Chłopak wybiegł. Dziewczyna podeszła do łóżka chorego i położyła mu rękę na czole. Poczuła gorąco, jego skóra była lekko wilgotna, oddech ciężki. Nie miał daleko do Ylli. Otieno obserwował ruchy dziewczyny, jej półprzymknięte oczy, widział jak kładzie rękę na piersi pacjenta i po delikatnym ruchu jej warg poznał, że liczy uderzenia jego serca.
- Otieno - Dziewczyna mówiła bardzo cicho. - On nie może tu zostać, nie wiem jak mogliście do tego dopuścić, każdy z nich potrzebuje świerzego powietrza, dostępu do wody i stałej opieki, pomocy! - Jej głos przybierał na sile. - Ja wiem, że złodzieje i zabójcy to twardzi ludzie, ale na Drogo, chyba jeszcze ludzie! Musi... Właściwie wszyscy muszą zostać stąd zabrani, ale na razie wystarczy on. - Spojrzała na Otieno. Złodziej był w ciężkiej sytuacji. Nie wiedział jak ma wytłumaczyć Rajiya'i, że w ich gildii ranny równa się stracony. Nie ratuje się i nie leczy. Leżący na łóżku człowiek kiedyś uratował mu życie i dlatego czuł się w obowiązku mu pomóc.
- Posłuchaj, tu jest trochę inaczej, my... - Nie wiedział, co ma mówić, jakich użyć słów. - Dla nas...
- Wiem.
- To dobrze. Zadbam by przeniesiono go w jakieś lepsze miejsce. Coś jeszcze? - Oboje wiedzieli, jaka jest prawda, nie chcieli o niej mówić.
- Potrzebne mi będą bandaże i dużo, dużo wody, ciepłej i zimnej. Narzędzia i leki mam.
- Oczywiście. Chodź za mną.
Już nie ciągnąc jej za rękę poprowadził w stronę świeżo ustawionego namiotu. W środku powietrze było czyste. Ktoś zadbał o położenia na łóżku czystych i świeżych prześcieradeł. Chłopak był nagi, drżał. Na stoliku przy łóżku stał kuferek znaleziony przez złodziei w jej domu. Szybko podeszła do niego i sprawdziła czy nic nie zostało uszkodzone. Upewniwszy się, że wszystko jest w porządku podeszła do pacjenta i zajęła się badaniem.
- Kto się nim opiekował?
- Pipaluk.
- Zawołaj.
Po chwili do namiotu weszła młoda kobieta. Była koścista, miała brudne ręce, a na Rajiya'ię patrzyła z bezgraniczną pogardą.
- Czego? Robotę mam dziewko!
- Co mu dotychczas podawałaś? - Gdy leczyła nie zważała na nic.
- Rosół, ale nie chciał żryć. I do tej rany co ją ma na plecach z ziela veneno korki wkręcałam.
- Pomogło?
- Ne.
- Co zastosowałaś, gdy nie pomogło?
- Co ja, atsuko, lekarz jestem?
- Czy był ktoś jeszcze?
- Taaa... Ta mała zaraza Lamis. Pałętała się pod nogami i wymądrzała się, to ją, hehe, do sprzątania w infirmerii zagoniłam.
- Zawołaj.
- Co ja, atsuko, posłaniec jestem?
- Ja się ciebie nie pytam kim, Sukarno, jesteś, tylko ci mówię co masz zrobić, więc rusz się i wykonaj moje polecenie izotz! - Rajiya rzadko pozwalała sobie na okazanie uczuć, ale nienawidziła takich jak ta kobita, a jej w szczególności. Chciała na nią spojrzeć, ale kobiety już nie było. - Niech ją Usha!
Po chwili do namiotu wbiegła młoda dziewczyna, właściwie prawie dziecko, zatrzymała się i z obawą w oczach spoglądała na obcą osobę.
- Ty jesteś Lamis?
- Tak.
- Pomagałaś leczyć tego tu?
- Tak.
- Wiesz cokolwiek o leczeniu?
- Tak, moja siostra kształciła się na uzdrowicielkę i trochę mnie uczyła, ale ona już nie żyje i znam tylko podstawy. Żałuję, bo bardzo chciałabym się uczyć.
- Dobrze, w sam raz się nadasz. Otieno, twój przyjaciel jest ciężko chory. Lamis nagotuj kocioł wody. Mogę mu pomóc, ale musisz stąd wyjść.
- Dlaczego? Wolałbym zostać.
- Receptury, których używam, Lamis teraz w chłodnej wodzie namocz cześć tych szmatek i przygotuj okłady, są przeznaczone tylko dla mistrzów uzdrowicieli.
- Skąd w takim razie ty je znasz?
- Już ci mówiłam. Miałam kiedyś szczęście.
- Cała twoja wiedza opiera się na szczęściu?
- Nie. Potem ci opowiem. Teraz wyjdź albo rezygnuje.
- Dobrze, niech będzie po twojemu. - Chłopak opuścił namiot i żeby nie martwić się o przyjaciela udał się na plac treningowy i ćwiczył razem z młodymi.
Tymczasem w namiocie kobieta i dziewczyna zajęły się ratowaniem życia. Rajiya wykorzystywała cała swoją wiedzę, z nieoznaczonych fiolek i słoików wsypywała do kotła ziół i wlewała płynów. Gdy wywar się wygotował na dnie została maść o delikatnym aromacie, którą wtarła w ranę na ciele pacjenta, a następnie ją zabandażowała. W kolejnym kotle przygotowała inny wywar, ten zachował płynną postać. Podzieliła go na kilka porcji i przy pomocy usłużnej i dzielnej Lamis wlała do ust młodzieńca. Następnie zrobiła mu chłodny okład i wysłała Lamis w celu znalezienia odrobiny wina. Gdy dziewczyna wyszła, uzdrowicielka zabrała się za przyrządzanie trzeciego naparu. Używała składników, które były praktycznie nie do zdobycia, proszków nie do spreparowania, jeśli nie posiadało się odpowiedniej wiedzy. Ten trzeci napar zmieszała z winem przyniesionym przez pomocnicę i wlała do ust chłopaka. Ten po chwili zaczął rzucać się na łóżku i krztusić, ale ona tylko go przytrzymała, po chwili się uspokoił, jego oddech się wyrównał, widać było, że śpi.
- Idź zawołaj Otieno, ja muszę odpocząć. - Powiedziała cicho i opadła na krzesło. Po chwili do namiotu cicho wszedł Oie, Phirun, a za nimi jeszcze kilku, których nie znała. - On potrzebuje snu i powietrza. - Zaznaczyła spokojnie.
- Chcesz powiedzieć, że on jest zdrowy?
- Ogólnie rzecz biorąc tak. Potrzebuje teraz bardzo dużo wypoczynku i dobrego odżywiania. No i trzeba zaleczyć ranę na jego plecach. To cud, że nie wdało się zakażenie, bo nie zawdzięcza tego koreczkom tej izotz. Lamis sama lepiej by się nim zajęła.
Jej słowa przerwał jęk. Wszyscy spojrzeli w stronę łóżka. Chłopak właśnie się obudził.
Trudne słówka:
Feardorha - strach po irlandzku.
Niu JT - Jej pełne imię brzmi Niu Jyoti - Themis - co w mieszance języków chińskiego, indyjskiego i starogreckiego oznacza mniej więcej "Panienka lekkich obyczajów"
Louhi - w fińskiej mitologii bóg śmierci.
Rasul - posłaniec po arabsku
Ylli - gwiazda po albańsku. Tutaj: Określenie "nie mieć daleko do Ylli" oznacza po prostu bliskość śmierci.
Drogo - słowo angielskie, pochodzenia niemieckiego oznaczające ducha.
Pipaluk - po grenlandzku pielęgniarka.
Veneno - trucizna, dla odmiany po hiszpańsku.
Atsuko - ciepło. Tutaj: Powiem tak, tego słowa nawet Niu JT by nie użyła.
Lamis - miękka po arabsku.
Izotz - zabawne słówko. Po baskijsku oznacza lód. Tutaj: Używa się go jako wyzwiska.
Usha - po indyjsku demon.
Historia, ktĂłrej nie byĹo, staĹa siÄ historiÄ
, ktĂłra trwa.komentarze [14]21:45:26
4.Nie lubię tu pisać, ale co tam. Z dedykacją dla Shelby Black.
***
Słysząc słowa Farvarina dziewczyna zerwała się z trawy, zgarnęła swoje rzeczy i wbiegła w krzaki otaczające polankę. Przez chwilę chciała wracać prosto do miasta, ale po sekundzie zastanowienia postanowiła zostać i posłuchać, o czym będzie mowa.
- Kapitanie twierdzisz, że wiesz coś o słynnym księciu z gildii złodziei, ba twierdzisz ponad to, że znalazłeś ślad działalności Otieno Ashtad'a, czy to prawda? - Głos mężczyzny był zimny i skrzekliwy.
- Nie chwaląc się przyznam, że tak, panie Stribog. Wiemy, kim jest młody książe złodziei. Znalazłem też ślad Otieno i osobę, która może nas do niego doprowadzić. - Słowa kapitana Farvarin'a przejęły ją zgrozą. Czy mógł mówić o niej?
- Kapitanie proszę nie trzymać nas dłużej w niepewności. Kto jest księciem złodziei? Kto może pomóc w ujęciu tego przeklętego Ashtad'a? - Głos trzeciego mężczyzny był piskliwy, on sam wydawał się nerwowy. - Byłbym bardzo zadowolony wiedząc, że obaj wylądują na szafocie.
- Mogę pana zapewnić, że tak właśnie będzie panie Vedran. Jeśli chodzi o samego księcia to z naszych źródeł wiemy, że jest nim niejaki Phirun Hilja. Jest młody, ale ponoć wyjątkowo zdolny i niebezpieczny. Zaś Ashtad nawiązał niedawno kontakt z mieszczką dorabiającą w karczmach jej imię to Ra... Rai... Rajiya. Wybaczcie panowie. Rajiya Nisha. Dziewczyna zamieszkuje jedną z opuszczonych willi na obrzeżach miasta. Wiemy, że widziała Ashtad'a podczas "pracy", oraz że ma się z nią kontaktować w najbliższym czasie. Teraz tylko wystarczy zastawić pułapkę i ptaszek będzie nasz. - Głos kapitana był przepełniony dumą. Do czasu.
- Zdawało mi się, że do pańskich zadań należy dbanie by nikt nie mieszkał w tych ruinach, czyż nie, kapitanie?
- T... Tak panie Stribog. Jednakowoż...
- Jednakowoż, jest pan zbyt zajęty problemem, z którym kto inny dawno by sobie poradził i nie zaniedbał pozostałych obowiązków, czy tak?
- No, no, Stribog nie bądźmy zbyt surowi. Kapitan ma wiele zasług, a dla mnie osobiście priorytetem jest pozbycie się złodziei i zabójców z naszego miasta.
Usłyszała dosyć. Musiała dostać się do miasta i znaleźć Otieno. Biegła. Wpadła w zaułek, w którym po raz pierwszy zobaczyła mężczyznę i wtedy uświadomiła sobie, że nie ma pojęcia gdzie go szukać. To on wiedział o niej. Był wściekła i przerażona. Szybko ruszyła dalej zaglądając w kolejne uliczki. W pewnym momencie wpadła na kogoś.
- Przepraszam. - Powiedziała nieprzytomnie, nie patrząc, kogo potrąciła. - Spieszę się.
- Hej, czyżbyś mnie szukała. Obserwuję cię już od paru minut i...
- Otieno! Musimy porozmawiać, Farvarin już wie, powiedz Phirunowi, nie możesz do mnie przychodzić, musisz uważać i...
- Ej, ej, spokojnie, o co ci chodzi?
- Posłuchaj, nie możemy tu rozmawiać, to ważne.
- Więc chodźmy do ciebie.
- Nie! To znaczy, nie możemy. Musisz znać jakieś miejsce gdzie można porozmawiać. - Otieno spojrzał na dziewczynę i widząc, że tutaj nic mu nie powie pociągnął ją w jedną z bocznych uliczek, po chwili weszli do jednego z wielu domków w tej okolicy. Nie byli sami.
- Proszę tu możemy spokojnie rozmawiać.
- Otieno, ja... - Bezradnie rozejrzała się po otaczających ją osobach. - Nie wiem czy...
- Posłuchaj mnie mała. Nie denerwuj się. Ufam tym ludziom. Wszystkim. - Dzisiaj był luzakiem, oparty o stolik z lekkim uśmieszkiem naprawdę wydawał się taki być. - Ok?
- Tak. Posłuchaj, poszłam na spacer i przypadkowo spotkałam Farvarin'a, nie widział mnie, rozmawiał z jeszcze dwoma...
- Z kim?
- Co? A tak, z jakimś Stribogiem i Vedranem. - Dokoła niej rozległy się szepty. - Powiedział, że wie coś o księciu złodziei i o tobie, a potem powiedział, że księciem jest Phirun. - Podniosła wzrok na chłopaka i spojrzała mu w oczy.- Potem powiedział, że jest ktoś, kto doprowadzi ich do ciebie i powiedział, że wiedzą, że ja cię widziałam i że masz mnie odwiedzać, że wystarczy tylko zastawić pułapkę i będą cię mieli w garści, a potem ten Vedran powiedział, że chce was widzieć na szafocie i...
- Mała, dlaczego miałbym ci uwierzyć?
- C...Co?
- No pomyśl, dlaczego nie miałbym przyjąć, że poszłaś do Farvarin'a i doniosłaś mu o mnie, co? - Spojrzał na nią. Widział jej strach. Wątpił, by to była prawda, ale życie nauczyło go nie ufać nikomu.
- Ja... Posłuchaj, gdyby tak było, po co bym cię szukała?
- Może wcale mnie nie szukałaś, może chciałaś się upewnić, że cię nie widziałem i teraz musiałaś improwizować?
- Skąd bym wiedziała, że Phirun jest księciem? - Powoli wracała jej zdolność racjonalnego myślenia. Znów była chłodna i pewna siebie. Po przerażonej i drżącej dziewczynie nie było nawet śladu. - Przecież dzisiaj rano go poznałam. Pamiętasz naszą rozmowę.
- Pamiętam, ale o tym mógł ci powiedzieć kapitan. - Już był pewien, że to nie ona, ale był ciekaw, co powie.
- Po co? Nie miał w tym żadnego celu, wręcz działałby na swoją niekorzyść, bo mogłam się wygadać przy tobie. Zresztą jest coś jeszcze. Powiedział coś o swoich źródłach.
- Nic niezwykłego, sami podstawiliśmy mu kilka "źródeł". Dzięki temu wiemy, jakie informacje ma o nas straż.
- Jeśli tak, to skąd Farvarin wie o Phirunie?
- To proste, nic nie wie.
- Czyli, Phirun nie jest żadnym księciem?
- Nie odpowiem ci. Teraz musimy zająć się zapewnieniem ci bezpieczeństwa.
- Mnie? Skąd ta troska? - Kpiła.
- Po prostu. Za dużo wiesz.
Trudne słówka:
Stribog - Bóg lodu według mitologii słowiańskiej.
Vedran - jowialny po chorwacku.
Historia, ktĂłrej nie byĹo, staĹa siÄ historiÄ
, ktĂłra trwa.komentarze [12]01:47:26
3.Gdy Rajiya upewniła się, że panowie sobie poszli, zaczęła się zbierać do wyjścia. Karczmarze z reguły przydzielali jej pracę od południa, czego nienawidziła. Pijani, macający i podszczypujący wszystko, co się rusza, mieszczanie, nie byli tym, o czym marzyła. Nie miała wyboru. Była zdolna, przykładała się do nauki. Korzystała z możliwości, której wielu z przytułku nie miało. Cech, który ją przyjął cieszył się wielkim szacunkiem wśród ludzi. Mimo to dziewczyna nie miała zajęcia. Szukała, ale nie dawało to rezultatów.
Ponieważ prezenty, które otrzymała od Otieno i Phiruna starczyły aż nadto, nie potrzebowała już kraść. Postanowiła udać się na pobliski targ i kupić najpotrzebniejsze rzeczy. Plac targowy przywitał ją silnym zapachem ryb, kwiatów, pieczywa i czegoś bliżej nieokreślonego, czego nazwy wcale nie chciała poznawać. Nie zajmowała się oglądaniem towarów. Wiedziała, że to błąd, że potem będzie chciała mieć coś z tych rzeczy, a nie stać jej na nie. Od razu ruszyła w stronę piekarza.
- Witam panienkę, czym mogę służyć? - Piekarz Pilam, jak zwykle radosny i gotów do pomocy. - Ach, panna Rajiya, nie poznałem od razu. Chleb dla panienki?
- Tak, jak zawsze.
- Tak, tak już momencik, zaraz panience zapakuje. O proszę. Gotowe, należy się jeden miedziak.
- Pilam, chleb kosztuje...
- Panienko! Na razie to ja jestem piekarzem, a ty nie. Więc zapłać to, o co cię proszę. Wiem, żeś honorowa, ale ja sprzedaje chleb i mogę zmieniać cenę, jeśli tego chcę, ta?
- Tak, oczywiście. Do zobaczenia.
Dopiero, gdy odeszła parę kroków i zajrzała do torby, zobaczyła, że Pilam nie tylko sprzedał jej chleb za bezcen, ale dodatkowo dorzucił kilka bułeczek, z czego dwie słodkie. Nie wróciła oddać. Następnie udała się do kobiety, która od lat wytwarzała świece. W przeciwieństwie do Pilama, stara Sheraga nigdy jej nie lubiła. Z wzajemnością. Zawsze sprzedawała dziewczynie najgorsze świece, które strasznie kopciły i nie pachniały najlepiej. Jednak, sprzedawała najtańsze świece w mieście i dlatego Rajiya kupowała u niej. Ponieważ zarówno Pilam jak i Otieno przyczynili się do posiadanie przez nią większej gotówki postanowiła w ramach urodzin kupić sobie coś jeszcze do chleba. Kilka warzyw, kawałeczek słoniny. Ot wszystko.
Rajiya spojrzała na słońce i zadowolona z zakupów poszła przejść się do okolicznego lasku. Musiała minąć dzielnicę ładnych, zadbanych i bogatych domów kupieckich, co nieco pogorszyło jej nastrój. Mimo to wchodząc do lasku była szczęśliwa. Jak rzadko. Rozłożyła swój płaszcz na trawie i zasiadła do śniadania. Gdy skończyła położyła się na trawie. Rozmyślała. Ile razy planowała, że opuści znienawidzone miasto. Pójdzie drogą przez las, tam gdzie jeszcze nigdy nie była i poszuka szczęścia. Nigdy nie wyruszyła, nigdy nie weszła na drogę. Bała się. Na mieście się zawiodła. Co mogło ją czekać poza nim? Jednocześnie nie chciała zakładać gospodarstwa i pracować na roli. Lubiła przyrodę. Ptaki, drzewa, ale nie była gotowa żyć wśród niej.
Jej rozmyślania przerwał odgłos kopyt na trawie, chrzęst zbroi i głosy.
- Kapitanie Farvarin. Porucznik Eachann melduje gotowość do postoju.
- Spokojnie poruczniku. Niech żołnierze odpoczną. Zaś was panowie poproszę na naradę, musimy porozmawiać o gildii złodziei i ich młodym księciu. Tu obok jest miła polanka.
Trudne słówka:
Pilam - Imię wyjątkowo bez znaczenia, zapożyczone z książki pani Elizabeth Haydn "Rapsodia" od piekarza o takim samym imieniu.
Sheraga - Świeca po aramejsku.
Eachann - Brązowy koń po irlandzku.
Historia, ktĂłrej nie byĹo, staĹa siÄ historiÄ
, ktĂłra trwa.komentarze [3]01:50:50
2.Echem, jeśli myślicie, ze jej imienia nie da się wymówić... Macie rację.
***
Obudziła się... Właściwie obudził ją hałas. Dopiero chwilę po obudzeniu zrozumiała, co słyszy.
- Behruz! Po co my tu przyszliśmy?
- Skontrolować. - Dwóch obcych mężczyzn, na kontroli, dziewczyna poczuła strach. Mieszkając tu łamała prawo. Bała się mężczyzn. - Myślałem, że umiesz omijać pułapki.
- Pułapki? Tak. Te, które założył człowiek, wchodzenie po walących się schodach nie jest moją mocną stroną. Kogo ty tu chcesz kontrolować?
- Moją nową znajomą. - Odprężyła się, poznała głos Otieno. Wstała i wyszła na podest przed drzwiami. Popatrzyła na gości, po czym cofnęła się do pokoju i tam na nich czekała.
- Witaj.
- Witajcie. - Dziewczyna była spokojna, teraz w świetle dnia mogła przyjrzeć się swojemu nowemu znajomemu i jego towarzyszowi.
- Ty, a może byś się tak przedstawił, co? - Otieno z rozbawieniem popatrzył na towarzysza.
- Mhmmm... Co? A, tak, tak, oczywiście. - Widać było, że jeszcze chwilę temu zajęty był rozmyślaniem.- Jestem Phirun Hilja. Oie, nie oddał w pełni twojego uroku, pani.
- Nie jestem żadną panią, kim jest Oie? - Myśl o trzecim obserwującym ją mężczyźnie pogorszyła jej humor, ale nie dała po sobie niczego poznać.
- On mówi o mnie. Otieno - Oie. Moi przyjaciele uznali, że Oti jest zbyt pospolite i stąd Oie.
- Fascynujące. Czemu tu jesteście?
- Wybacz, po pierwsze chciałem cię skontrolować, po drugie przyniosłem ci prezent urodzinowy.
- Aleś się uwziął. - Skomentowała. Bez ironii.
- No, a ja chciałem cię poznać, mhm...
- Rajiya.
- Ra... Rai..., mhm przepraszam, ale to się da wymówić? - Chłopak był szczerze zakłopotany.
- Da się. Rajiya.
- Może być Aya?
- Nie. - Rajiya świetnie się bawiła widząc zakłopotanie chłopaka. Jej mina nie zmieniła się ani na jotę. Tymczasem Otieno wyjął z torby pakunek i podał go dziewczynie. Wzięła go w ręce zastanawiając się, co skrywa drewniane pudełko. Otworzyła je i usłyszała muzykę. To była pozytywka. Piosenka była piękna.
Os iusti meditabitur sapientiam
Et lingua eius loquetur iudicium
Beatus vir qui suffert tentationem
Quoniam cum probatus fuerit
Accipient coronam vitae
Kyrie, ignis divine, eleison
Oh quam sancta
Quam serena
Quam benigna
Quam amoena
Oh castitatis lilium
Zaś w środku pudełka znajdowała się figurka dziewczyny idącej przez las. Pozytywka byłą bardzo skomplikowana i musiała być droga. Przez chwile zastanawiała się czy nie jest kradziona.
- Nie mogę jej przyjąć. - Z trudem wymówiła te sowa. Podarunek od razu ją oczarował, ale myśl, że może...
- Spokojnie nie jest kradziona. Rano przybyli handlarze zza morza i przywieźli swoje cuda. Gdy ją zobaczyłem, nie myślałem o tobie. Ot kolejny ładny drobiazg, ale potem, gdy postanowiłem tu wpaść, przypomniały mi się twoje urodziny, no i proszę. Zresztą Phi, też coś dla ciebie ma.
- Niewątpliwie jesteś szczery. Ty nie mógłbyś się zdecydować, kim jesteś? Najpierw, omal mnie nie zagadałeś na śmierć, potem cedziłeś słowa, jakbyś za nie płacił, a teraz udajesz normalnego. - Jej spokojny, obojętny głos nie zmienił się. - Zresztą twój kolega, też musi mieć problem. W każdym razie ja bym miała gdyby wołano na mnie Phi.
Otieno odpowiedział tylko lekkim uśmiechem, natomiast Phirun sięgnął do kieszeni i wyjął z niej małą figurkę przedstawiającą wróżkę dotykającą wody czubkiem stopy. Rzeźba był piękna, dopracowana i pełna szczegółów. Rajiya widziała coś jeszcze. Był wykonana własnoręcznie przez Phirun'a. Mówiły o tym jego oczy pełne dumy.
- Proszę, to dla ciebie.
- Dziękuję, jest piękna, ale nie pasuje do tego... "wnętrza". - Tym razem, choć głos się nie zmienił, to lekkie wahanie świadczyło o stosunku dziewczyny do miejsca zamieszkania.
- No dobra, to teraz do sedna. Będę cię obserwował i lepiej żebym się nie zawiódł. Jeśli dowiem się, że ściga mnie Kpt. Farvarin, znajdę cię.
- Rozumiem. Żegnam.
Oie i Phi opuścili dom. Oknem. Oczywiście.
Trudne słówka:
Behruz - dobry po persku. Tutaj: dość wyrafinowane przekleństwo.
Historia, ktĂłrej nie byĹo, staĹa siÄ historiÄ
, ktĂłra trwa.komentarze [6]01:23:57
1.- Jak masz na imię?
Popatrzyła na niego bez zainteresowania.
- Chyba masz jakieś imię? Może nie mówisz? Albo nie jesteś stąd? Wolałbym wiedzieć, kto mnie widział przy pracy. Wiedza gwarantuje bezpieczeństwo.
Gadał, a ona odwróciła się i zaczęła iść swoją drogą.
- Moment, no powiedz coś, jestem Otieno, nigdy cię tu nie widziałem, czemu nic nie mówisz, szybko chodzisz wiesz... - Podbiegł i zaczął iść obok niej. Otieno - urodzony w nocy w języku Luo. Zastanawiała się czy wiedział. - Ty właściwie, dokąd idziesz? Mieszkasz tu gdzieś? Nigdy cię tu nie widziałem, jesteś ładna, zauważyłbym. Powiedz, co tu robisz to ci może pomogę. Dużo umiem...
- Stop!
- no i... Co?
- Przestań mówić. Nic ci do mnie, nie interesujesz mnie, a ja nie interesuje ciebie, zrozumiałeś?
- Nie - Zauważyła subtelna zmianę w głosie, głęboki, cichy, spokojny, męski.- Czego tu szukasz? Widziałaś mnie. - Nagle zaczął oszczędzać słowa.
- Szukałam... Szukałam prezentu urodzinowego. No i co?
- Tutaj? Wątpię.
- Twoja sprawa.
- Teraz i twoja.
- Daj mi spokój.
- Nie.
- Czego chcesz? Nic nie mam cennego, oprócz wypłaty, ale raczej cię nie zadowoli, więc...
- Po co? Jej pieniądze starczą.- Mówił o zamordowanej kobiecie. - Imię i przyczyna, dla której mnie zobaczyłaś.
- Nic ci do tego.
- Hmmm... - Mimo woli przeszedł ją dreszcz. - Wiesz co, umówimy się, usługa za usługę. Ty podasz mi imię, ja znajdę ci coś ładnego na prezent.
- Niby czemu?
- Ty szukasz prezentu, ja twojego imienia, to dobra wymiana.
- Niczego nie szukam, mam... - Znowu powiedziała o jedno słowo za dużo.
- Urodziny. Dobry dzień na śmierć, taka sama data, rodzina oszczędzi na krzyżu. - Nie usłyszała zmiany w głosie - żartował? - To jak, podasz imię?
- Rajiya.
- Trudne, jakieś zdrobnienie?
- Nie dla obcych.
- Znamy się.
- Nie. Chcesz mnie zabić.
- Jesteś zagrożeniem.
- Nie moja wina, mieszkam tu.
- Nie ma gdzie.
- Trzeba chcieć. - Doszła do walącej się, niegdyś bogatej willi. Otworzyła drzwi, kiedyś zabite deskami, robiącymi teraz za kamuflaż. Zapaliła krótki ogarek i ruszyła po skrzypiących schodach. Niektóre stopnie się zapadały, ale Otieno, jeżeli takie było jego imię, z wprawą omijał pułapki. Musiał być szkolony. Sukarno, pomyślała, musiałam trafić na szkolonego zabójcę, lub złodzieja. Weszli na górę, gdzie miała rozłożoną matę i stary stolik, który znalazła w domu oraz taboret z jednej z karczm. Ustawiła ogarek na stoliku i zdjęła swój "płaszcz". Tymczasem jej gość rozsiadł się na taborecie, tak, że musiała przed nim stać jak na jakimś przesłuchaniu.
- Po co tu wszedłeś?
- Bo ty weszłaś.
- To mój... Dom.
- Tak, widzę, że już się urządziłaś. - W jego głosie nie usłyszała kpiny.
- O co ci chodzi?
- Widziałaś mnie.
- Widziałam, no i? Widywałam różne rzeczy i żyje.
- Tak, teraz widziałaś coś, za co idzie się na tortury. Nie mam zamiaru tam trafić, więc musze się upewnić, że nikomu tego nie opowiesz.
- Zabijesz mnie?
- Nie... O ile okażesz się godna zaufania. - Godna zaufania, pomyślała, ciekawe, na jakiej podstawie. W sumie mógłby mnie zabić i byłby spokój. Wieczny spokój.
- To znaczy?
- 10 dni, co jakiś czas cię odwiedzę.
- Fajnie, a teraz wypad. - Jeszcze przez chwilę zatrzymał na niej wzrok i wyszedł. Denerwując dziewczynę jeszcze bardziej tym, że zdawał się nie wiedzieć, do czego służą drzwi, on musiał oknem. Po co ja się pakowałam w tą uliczkę, wyrzucała samej sobie, prawda jest taka, że szukałam prezentu, a dokładniej kogoś, kto mi go ufunduje. Chciałam kogoś okraść. Teraz jestem zagrożona i bez kasy. Wypłaty starczy na świecę i chleb. Dobrze, że w bidulu oszczędzali na świecach, radzę sobie w ciemnościach. Z takimi nie wesołymi myślami, ułożyła się na macie i poszła spać.
Trudne słówka:
Otieno - Urodzony w nocy - w afrykańskim języku Luo
Rajiya - pełna nadziei, ufna po arabsku
Sukarno - dobry i grzeczny, po jawajsku, imię prezydenta Indonezji. Tutaj: mało wyrafinowane przekleństwo.
Historia, ktĂłrej nie byĹo, staĹa siÄ historiÄ
, ktĂłra trwa.komentarze [0]15:17:28
Prolog.Sen, fantazja, historia o niej, o nim, o nich. Miłość? Pytanie... Pragnienia, marzenia...
***
Miała 8 lat, jej braciszek wyszedł się pobawić, nie uszedł 10 stóp jak potrącił go jadący wóz, zdążyła krzyknąć. Miała 10 lat, jej dom stał w płomieniach, nic nie mogła zrobić. Miała12 lat, jej mama powiesiła się na drzewie za domem, patrzyła jak wiatr porusza jej ciałem. W dniu jej 13 urodzin zabrano ją do przytułku i kazano oddać wszystkie jej rzeczy. Miała 15 lat i patrzyła jak chłopcy gwałcą jej 9 letnią koleżankę, nie reagowała. Nauczyła się kraść i bić. Nie dano jej wyboru. Skończyła 18 lat i dowiedziała się, że nie ma nic. Wszystko, cały majątek został przekazany królestwu. Nikt nie umiał wyjaśnić, dlaczego. Skończyła dobrą szkołę cechową. Nie umiała nic. Nie, dlatego, że nie chciała. Po prostu nie było zapotrzebowania na takich jak ona. Dorabiała, jako kelnerka w karczmach i nienawidziła tej pracy. Pijani klienci, zboczony właściciel. Gdy kończyła 19 lat na ulicy zobaczyła jak młody mężczyzna z blizną na twarzy zabija i okrada mieszczkę. Ładną i młodą kobietę. Nie reagowała. Po co? Spojrzał na nią, ona na niego. Nie obchodził jej, ani to, co miał zamiar zrobić.
Historia, ktĂłrej nie byĹo, staĹa siÄ historiÄ
, ktĂłra trwa.komentarze [0]